Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla rodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla rodziny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2020

Hello dino


W ostatnim czasie testujemy sporo gier przeznaczonych dla młodszych odbiorców. A z racji tego, że nasza latorośl ma ostatnio fazę na „dindon” (tł. dinozaury), to poczuliśmy się w obowiązku wręcz zagrać w „Hello dino” :D

Jest to gra przeznaczona dla 2-4 osób w wieku minimum 5 lat, a rozgrywka trwa ok 20 minut. To co lubię w niej najbardziej, to jednostronicowa prosta instrukcja – świetna odmiana po tomiszczach z zasadami poważnych gier. Ale może starczy już tych "techniczności" (resztę pozostawię Marcinowi) i przechodzę już do opisu rozgrywki.

środa, 1 maja 2019

Słowny ninja

Majówka już się rozpoczęła, ale na pewno będziecie mieć jeszcze niejedną szansę, żeby zaopatrzyć się w grę Słowny ninja. Dlaczego akurat tę?
 
Po pierwsze jest to karcianka, z którą można łatwo podróżować, bo zajmuje mało miejsca w plecaku i w którą można bez problemu grać w podróży, bo w pewnych wariantach wystarczy choćby rozkładany stolik w pociągu.

Po drugie gra jest bardzo łatwa. Wyjaśnienie zasad w każdym z wariantów zajmuje maksymalnie dwie minuty i już jesteśmy gotowi do rywalizacji. Ogólnie chodzi o zabawę w tworzenie wyrazów, trochę tu scrabble, trochę rummikuba, są wyścigi w wymyślanie słów lub wspólne układanie abecadła. A towarzyszą temu wesołe grafiki szalonych ninja :D

Po trzecie jest to jeden zestaw kart, a aż 5 różnych gier, więc na każdy dzień majówki macie inne wyzwania ;) 

czwartek, 7 marca 2019

Majestat: Królewska korona

Bardzo poważna nazwa przyjemnej rodzinnej gry – dziś przed Wami Majestat: Królewska korona.

Oczywiście powiązanie z monarchią jest, nazwa zobowiązuje. Każdy gracz posiada swój gród, (ten sam zestaw kart), a w nim 8 budowli, m.in. zamek, strażnicę, młyn, a dla smakoszy browar 😉 Cel gry to zdobycie jak największej liczby punktów poprzez rekrutowanie postaci do odpowiednich budynków. Dostępni bohaterowie są wykładani losowo. Dobranie pierwszego mieszkańca z kolejki jest „darmowe”, a za każdego następnego musimy poświęcić chłopka, których do dyspozycji mamy 5 na początku gry.

W momencie „wejścia” postaci do budynku uruchamiamy specjalną akcję danej lokacji. I tak np. dobranie czarownicy pozwala nam wyleczyć postać ze szpitala, a następnie otrzymamy po 2 punkty za każdą młynarkę, browarnika oraz czarownicę. Karty budynków są dwustronne, zatem po znudzeniu się prostszą wersją A, możemy przejść na trudniejszą stronę B, gdzie lokacje mają już inne punktowanie.

środa, 13 lutego 2019

Chińskie warcaby


Kinaskak, trylma czy też chiński warcaby, (choć stworzone w Niemczech), to mimo wielu dziwnych  określeń wciąż ta sama bardzo prosta gra wieloosobowa. Dziś kilka słów o niej.
 
W chińskie warcaby gramy na planszy w kształcie sześcioramiennej gwiazdy. Możemy grać w 2, 3, 4 lub 6 osób. Każdy z graczy porusza 10 kulkami w jednym kolorze i musi przeprowadzić je do przeciwległego rogu planszy. Piony mogą poruszać się o jedno pole lub też przeskakiwać inne sąsiadujące kulki, (w dowolnym kolorze). Wygrywa gracz, który pierwszy przeprowadzi swoje pionki na drugą stronę gwiazdy.

środa, 26 września 2018

Imago


Kalambury w nowej odsłonie, ciekawsze, trudniejsze, pobudzające wyobraźnię, przed Wami Imago.

Gra Imago to zestaw 61 kart z jednokolorowymi bardzo prostymi obrazkami na przezroczystym tle, dzięki któremu możemy karty te na siebie nakładać, tworząc obrazy, a nawet całe historie :D Hasła do odgadywania podane są w oddzielnej talii Enigm. Każda karta z Enigmami to 8 kategorii z zagadką, a jej numer wybiera losowo jeden z graczy, podając cyfrę w zakresie od 1 do 8. 


czwartek, 23 sierpnia 2018

Roar! Łap potwora


Trzech genialnych naukowców ściga potwora, który… zwiedza miasto :D Przedstawiamy Wam dzisiaj bardzo ciekawą grę rodzinną, będącą hybrydą gry planszowej i mobilnej aplikacji.

W Roar! Łap potwora jedna osoba jest tytułowym potworem, a pozostali gracze w trybie kooperacji próbują ją nie tylko zlokalizować, ale i złapać, stając razem z nią na jednym polu. Jak to się wszystko odbywa? Ano mamy planszę, po której poruszają się gracze. Naukowcy mogą w swojej turze przechodzić po dwa pola lub wykorzystywać swoją specjalną zdolność, np. chemik odcina drogę potworowi. Potwór natomiast porusza się wirtualnie w aplikacji. Gracz kierujący potworem widzi w telefonie czy tablecie swojego stwora oraz zielone punkty oznaczające możliwości jego ruchu na planszy. Do wyboru są 3 potwory i każdy z nich ma inną cechę, utrudniającą polowanie na niego, np. zielony potwór może przemieszczać się kanałami, czyli ma większy zakres ruchu na planszy.

sobota, 11 listopada 2017

SET

Zaprosiliście kilkoro znajomych i rozmowa się nie klei? Zawsze możecie wyciągnąć SET-a i rozruszać towarzystwo.

SET to gra karciana przeznaczona dla 1-20 osób, (tak dwudziestu :P ). Rozgrywki są szybkie, 20-minutowe. Chyba, że dojdzie do kłótni czyj jest set.

No to kilka słów o tym jak gramy. Rozkładamy na stole czy kocu, czy gdzie tam chcecie grać, 12 kart ułożonych w prostokąt 3x4. A następnie rozpoczynamy emocjonujące poszukiwania tytułowego seta Zatem teraz przejdę do najtrudniejszej części zasad gry – wyjaśnienia czym jest ów set. Otóż każda karta ma 4 cechy: kształt, kolor, liczbę elementów oraz wypełnienie. I aby otrzymać seta musimy znaleźć wśród wyłożonych kart 3 takie, dla których każda z powyższych cech jest identyczna lub różna. Łatwiej będzie pokazać to na przykładach. 

czwartek, 19 października 2017

Wyspa Kwitnącej Wiśni

Zostań architektem i zaprojektuj najpiękniejszą wyspę cesarstwa. W nagrodę cały świat będzie podziwiał Twoje dzieło. Dziś obiecana ostatnio przeze mnie recenzja gry Wyspa Kwitnącej Wiśni.

Jest to gra przeznaczona dla 2-5 graczy, a rozgrywka przebiega inaczej dla dwóch i 3-5 graczy. Jak łatwo się domyślić, im więcej osób, tym więcej możliwości, dlatego opiszę ten drugi wariant.

Każdy z architektów buduje swoją odrębną wyspę za pomocą kart podzielonych na 6 regionów zwanych kwartałami. Na początek dostajemy kartę startową, (są one dwustronne, łatwiejszy wariant A i trudniejszy B) oraz 6 kart do ręki znanych tylko posiadaczowi. Każda z kart jest dodatkowo oznaczona unikatową liczbą od 1 do 60, która decyduje o kolejności ruchów w turze. Jeśli jednak ktoś zagra kartę z niską liczbą, a zależy mu na byciu pierwszym, wtedy musi poświęcić jedną ze swoich kostek z planszy – o nich zaraz – i wtedy swój wynik powiększa o 60 oczek.

piątek, 29 września 2017

Pędzące żółwie

Dziś klasyk wśród tytułów dla najmłodszych – Pędzące żółwie. Szalony wyścig kolorowych żółwików w walce o najsmaczniejszą na świecie sałatę. Proste zasady, trochę sprytu i świetna zabawa. Poczytajcie.

Na początku ustawiamy wszystkie żółwie na start i losujemy swój kolor sprintera. Kolory powinniśmy zachować w tajemnicy, żeby wyścig był bardziej emocjonujący, ale z doświadczenia wiemy, że z mniejszymi pociechami nie ma na to większych szans Następnie każdy z graczy otrzymuje po 5 losowych kart z żółwiami w różnych kolorach, (wszystkich – nawet jeśli graczy jest mniej, bo wszystkie zwierzątka chcą wygrać sałatę). Tu może dojść do pierwszego rozczarowania u najmłodszych, gdy nie wylosują kart w swoim kolorze, no ale zawsze pociechą mogą być karty „cofania” – o tym za chwilę. W swojej turze gracze zagrywają karty z ręki w taki sposób, aby to ich żółwik pierwszy dotarł do upragnionej sałaty. Po zagraniu karty dobieramy nową, więc zawsze w końcu trafimy na coś dobrego dla nas.

Jakie mamy możliwości zagrań? Otóż karta żółwia z plusikiem w danym kolorze oznacza jego ruch o jedno pole do przodu. Może okazać się, że wskoczymy komuś na skorupkę :-D i wtedy podwiezie on nas później ze sobą bliżej mety. Karta z dwoma plusikami, jak łatwo się domyślić, jest bardzo cenna i przesuwa żółwia w danym kolorze o dwa pola w stronę zielonej główki. Karta z minusem cofa żółwia. Tu zazwyczaj robimy komuś złą robotę, więc trochę interakcji w grze jest. No i są jeszcze karty tęczowe, na których nie mamy konkretnego koloru. Decydują one o ruchu ostatniego żółwia w danej kolejce. My na początku graliśmy bez tej opcji, żeby 5-latkowi było łatwiej, ale z czasem dołączyliśmy i tę zasadę.

Gra przebiega bardzo sprawnie i daje mnóstwo radości, szczególnie gdy zmienia się mocno sytuacja na torze wyścigu i kolorowe drewniane żółwiki wskakują na siebie wzajemnie. Uwaga – dobieranie kart to ogromne emocje, bo każdy chciałby dostać coś dla siebie i już wiemy, że niektóre dzieci, gdy w rozdaniu początkowym nie dostaną kart w swoim kolorze, nie są w stanie dalej grać, bo już jest płacz, zresztą później tez mogą być nerwy Dlatego albo czekamy aż maluchy będą starsze, albo tłumaczymy im cierpliwie, że z kartami na ręku też na pewno można fajnie pograć. Bo opcji, że ta gra nie jest dla nas nie przyjmuję. Ta gra jest obowiązkowa dla wszystkich rodzin

3 słowa o żółwikach:

Wyścigi tak szybkich zwierzątek jak żółwie muszą być ekscytujące :D Mamy dobrze wykonane, kolorowe drewniane figurki żółwików, które potrafią unieść swoich kolegów aż do mety, dając masę zabawy dla najmłodszych. Gra sprawdza się z dziećmi od 4 roku życia z drobnymi zmianami zasad, żeby dzieci szybko się nie znudziły i nie płakały, gdy ich żółw nie leci jak szalony ;P Polecamy gorąco dla całych rodzin, bo emocji przy tej grze nie brakuje.

(O)cena 4 / 35 zł

piątek, 4 sierpnia 2017

Karuba

Kto pierwszy odnajdzie drogę do świątyni? A przy tym znajdzie najwięcej złota i innych drogocennych kamieni? Czy budowane labirynty dróg na pewno zaprowadzą nas tam dokąd chcemy? Różnie bywa ;-) Zapraszam do poczytania o grze Karuba. Część z Was na pewno ją zna, ponieważ gra ta jest już ładnych kilka lat na rynku. Nam jednak dopiero teraz udało się ją zdobyć i jesteśmy z tego powodu bardzo zadowoleni, ponieważ wszystkim naszym dotychczasowym współgraczom bardzo się ona spodobała, nam zresztą też.

W Karubie każdy z graczy zarządza swoją planszą oraz kaflami dróg. Na początku rozgrywki ustalane są pozycje startowe chłopków oraz odpowiadających im świątyń w tym samym kolorze, do których mają oni dotrzeć. Ustawienie to jest identyczne dla wszystkich graczy. Następnie jeden z graczy w losowy sposób dobiera kolejno kafle, a reszta szuka ich w swoim stosie i wszyscy równocześnie umieszczają drogi na planszach. Na poszukiwania wyrusza 4 drewnianych chłopków, a gracz który pierwszy dotrze do świątyni w danym kolorze, otrzymuje 5 punktów, następny w tym samym kolorze ma już tylko 4 punkty, itd. Gra kończy się, gdy wyczerpiemy zasób kafli z drogami lub któryś z graczy dotrze swoimi chłopkami do wszystkich świątyń.

Drogi na kaflach mają rozmaite kształty, są tam skrzyżowania i zakręty, ale zawsze należy układać je w jednym ustalonym na kaflu kierunku, nie można klocków obracać. W swojej turze możemy zrezygnować z dokładanie kafelka na planszy i w zamian za to poruszyć chłopka. Ruchów wykonujemy tyle, ile dróg na akurat wylosowanym klocku prowadzi do brzegu kafelka, np. jeśli mamy zakręt, to przesuniemy się o dwa pola.

Oprócz punktów za dotarcie poszukiwaczy do świątyń otrzymujemy też punkty za uzbierane drogocenne kamienie, które występują na niektórych kafelkach. Złote duże bryłki to 2 punkty, a małe białe – 1 punkt. Ostatecznie wygrywa gracz, który uzbiera najwięcej punktów.

Gra jest bardzo prosta i sprawnie przebiega, ponieważ wszyscy równocześnie przeprowadzają ruchy w turze. Przeznaczona jest dla 2-4 graczy i świetnie sprawdza się w każdej z tych konfiguracji. Emocji jest mnóstwo, bo to w końcu wyścig i na bieżąco widzimy, co się dzieje. Znamy przypadki, że i świątynie wyruszają w drogę więc pilnujcie współgraczy. Kombinować trzeba mocno, po pierwsze – by drogi były jak najkrótsze, po drugie – by sobie nie zablokować przejść, a potrzecie – by w odpowiednim momencie wyruszać chłopkami, żeby inni nas nie wyprzedzili. Karuba to bardzo dobra gra rodzinna czy towarzyska, polecamy ją wszystkim graczom.

3 złote słowa od Marcina:

Jak już Aga napisała długo polowałem na tę grę na forum gier planszowych, ale na szczęście udało się. Zdecydowanie jest to gra rodzinna lub na spotkanie w kilka osób, zasady są banalne a emocji sporo podczas pokonywania kolejnych zakamarków puszczy. Wykonanie gry jest na bardzo dobrym poziomie i długo nam ona posłuży. Ponieważ wszyscy ruszamy się jednocześnie, nie występuje efekt downtime’u, ani zamulających graczy tzn. myślicieli :-P Polecamy zarówno dla rodzin jak i początkujących, natomiast średnio zaawansowani i wymiatacze też odnajdą przyjemność w szukaniu najlepszej strategii.

(O)cena:  5  / 110 zł

poniedziałek, 10 lipca 2017

Pszczółki

Sześć kolorowych pszczółek mieszka każda w swoim ulu. Kto pierwszy odnajdzie cztery z nich ten wygrywa grę, tylko strzeżcie się niedźwiadka łakomczuszka!

Pszczółki to świetna gra na ćwiczenie pamięci. W pudełku mamy 6 tytułowych pszczółek – każda w innym kolorze. Są fajnie wykonane z niezniszczalnego tworzywa i są takimi małymi wańkami wstańkami. Każda pszczółka ma swój ul. Na początku zapamiętujemy ustawienie samych figurek, a następnie przykrywamy je ulami. W swojej turze gracze dociągają karty z kolorowymi pszczółkami i muszą odgadnąć, gdzie też one się znajdują, aby przygarnąć je do swojej pasieki. Musimy dobrze zapamiętywać kto przejmuje jaką pszczółkę, żeby później wiedzieć, komu ją odebrać przy wylosowaniu tego samego koloru.

Dla urozmaicenia gry w talii kart występują jeszcze ule i niedźwiadki. Jak łatwo się domyślić, niedźwiadki, które bardzo lubią miodek, podkradają nam zdobyty ul. Natomiast wylosowanie karty z ulem pozwala nam na dobranie dowolnego ula z puli.

Gra jest bardzo prosta, można w nią grać w 2-5 graczy, a minimalny wiek proponowany przez wydawcę to 4 lata. Dzieci ćwiczą przy Pszczółkach pamięć, a przy tym świetnie się bawią, bo zawsze jest niespodzianką, co znajdziemy podnosząc ul znad pszczółki.

Miodnych słów kilka:

Zabawa w Pszczółki jest przednia, dzieci ćwiczą pamięć i robią to mimowolnie podczas zabawy. Przetestowane na 5 latku wielokrotnie – nawet pod rząd ;) Wykonanie omawianej gry jest bardzo dobre, plastikowe pszczółki są trwałe, bardziej martwiłem się o ule, ale i one dają radę. Zasady są banalne, a regrywalność nieskończona, bo mieszanie posiadanymi ulami znacząco utrudnia zabawę nawet dla dorosłych. Polecamy gorąco dla każdej rodziny z małymi pociechami.

(O)cena: 5 / 55 zł

niedziela, 28 maja 2017

Halli galli

Refleks, liczenie, spostrzegawczość, to główne 3 umiejętności, które możemy trenować wraz ze swoimi pociechami, grając w grę Halli galli.

W Halli galli możemy grać w grupie od 2 do 6 osób. Pomiędzy graczy rozdajemy karty, które każdy trzyma zakryte w stosie. Karty przedstawiają jeden z owoców: banany, truskawki, limonki, itd. w różnej ich liczbie: od 1 do 5. W trakcie gry gracze na zmianę wykładają po jednej karcie, a gdy na stole pojawi się dokładnie 5 tych samych owoców, (np. na jednej karcie dwie, a na drugiej 3 truskawki), wtedy trzeba szybko nacisnąć dzwonek leżący na środku stołu. Kto pierwszy zadzwoni, ten zbiera wszystkie wyłożone do tej pory karty na stół.

Gra toczy się, aż ktoś zbierze wszystkie karty. To może być pewnym minusem dla tych osób, które odpadną z gry jako pierwsze, bo później już mogą tylko kibicować, a czekanie na koniec rozgrywki może znudzić. Ale poza tym gra daje naprawdę dużo dobrej zabawy. Mamy solidny dzwonek, więc nawet jeśli będą zażarte wyścigi, to na pewno go nie zniszczymy. A dodatkowo, wymienione wcześniej walory edukacyjne powodują, że gra jest warta polecenia dla rodzin, w których dzieci zaczynają naukę liczenia.


3 słowa podsumowania:

Należy powiedzieć, że Halli Galli bliżej do edukacyjnej zabawy z dziećmi niż do gry planszowej, ale nawet w tę grę mogą się spróbować dorośli :D Liczy się szybkość, ale dzięki prostym zasadom łatwo wprowadzimy naszą pociechę w świat szybkiego liczenia, rozróżniania kolorów i kształtów owoców. Dla młodszych graczy jest wersja Junior, gdzie szukamy identycznych kolorowych klaunów, więc umiejętność liczenia jest pomijana. Polecamy dla wszystkich rodzin, nasze dzieciaki będą ćwiczyły koordynację wzrokowo-ruchową oraz sprawne liczenie kolorowych owoców podczas świetnej zabawy.

(O)cena: 4 / 33 zł

piątek, 5 maja 2017

Czarne historie i Takie życie

Dlaczego pan, który wypił pepsi został zwolniony z pracy? I w jaki sposób ciało w stroju nurka znalazło się w spalonym lesie? Te i wiele innych zwyczajnych lub mrocznych zagadek będziecie rozwiązywać, grając w „Takie życie” i „Czarne historie”.

Te dwie gry opisuję w jednej recenzji, ponieważ mają identyczne zasady, różnią się jedynie rodzajem historii. W „Takie życie” możecie grać z dziećmi, a „Czarne historie” są typową grą dla dorosłych, ponieważ opisywane sytuacje potrafią być mocno szokujące.

Jak gramy? Jedna osoba losuje kartę z historią, a następnie czyta na głos pozostałym graczom jej zakończenie. Następnie odczytuje już skrycie opis całej sytuacji, którą reszta musi odgadnąć. Gracze rozszyfrowujący zagadkę mogą zadawać jedynie pytania zamknięte, a osoba przyjmująca rolę narratora odpowiada nam tylko „tak” lub „nie”.

Zasady gry są bardzo proste, ale zagadki wręcz odwrotnie – zdarzało się nam nie odgadnąć pewnych historii. Na pewno im więcej osób się bawi, tym więcej jest śmiechu, bo pomysłowość ludzka nie zna granic A powiem Wam, że im bardziej dziwne skojarzenia i pytania, tym większa szansa na rozszyfrowanie zagadki. Dodatkowo niewielkie pudełko z kartami możemy wszędzie ze sobą zabrać.

Dużym minusem gry jest jej jednorazowość, ponieważ raz poznana historia nie będzie już dla nas wyzwaniem w kolejnej grze. Ale niska cena i duży wybór tego rodzaju „zabaw” na rynku rekompensuje ten problem.

3 zagadkowe zdania od Marcina:

Mechanika gry wydaje się oczywista, zadajemy pytania osobie znającej całą historię i bazując tylko na jej odpowiedziach (TAK,NIE) musimy odtworzyć wszystkie wydarzenia z historii. Same opowieści mają bardzo zróżnicowany poziom trudności, przez co nawet najbardziej sprytni gracze trafią w pewnej chwili na taką historię, która ich pokona. Trzeba powiedzieć, że seria czarne historie okazała się takim hitem imprezowym, że mamy obecnie bardzo dużo tytułów opartych na tej mechanice, ale kierowanych do różnych odbiorców. Możemy grać w serie dla rodzin czyli Czarne historie Junior (białe, srebrne, złote, pomarańczowe, różowe, fioletowe) oraz Takie życie. Dla dorosłych zdecydowanie polecamy jednak jedną z wersji Czarnych historii :) Na spotkanie z przyjaciółmi oraz z osobami nie grającymi na co dzień jest to bardzo fajna pozycja, którą Wam polecamy koniecznie wypróbować.

(O)cena: 4+ / 30 zł

wtorek, 4 kwietnia 2017

Superfarmer

Hodowla zwierzątek to wcale nie taka prosta sprawa, szczególnie, gdy czyha na nie lisek chytrusek oraz zły wilk. Kto, wbrew przeciwnościom, pierwszy zgromadzi w swoim gospodarstwie królika, świnkę, owcę, krowę i konia?

W grze Superfarmer, wymyślonej w czasie II wojny światowej przez polskiego matematyka, wcielamy się w role hodowców zwierząt, które w różnych wersjach gry są reprezentowane poprzez figurki lub kartoniki z obrazkami królików, świnek, itd. Zwierzęta zdobywamy rzucając dwiema 12-ściennymi kostkami. Pierwsze zwierzątko dołącza do naszej zagrody, gdy otrzymamy ten sam wynik na obu kościach. Później im większa nasza hodowla, tym więcej zwierzątek pozyskujemy, ponieważ za każdą parę, wliczając zwierzątko na kości, dostajemy kolejne.

Pierwszego konia i krowy nie jesteśmy w stanie pozyskać z rzutu, ponieważ występują one na kościach pojedynczo. Do wykupienia tych dwóch zwierząt potrzebujemy odpowiedniej liczby innych zwierzątek. Pomaga w tym tabela wymian. I tak za 6 królików możemy mieć jedną owcę, za dwie owce jedną świnkę, za trzy świnki jedną krowę, a za 2 krowy dostaniemy konia.

Żeby oczywiście nie było za łatwo, na nasze gospodarstwo czyha niebezpieczeństwo. Jeśli na kości wyrzucimy lisa – zabiera on nam wszystkie króliki. Jeśli wyrzucimy wilka – tracimy wszystkie zwierzęta poza koniem. Przed lisem może nas jednak obronić mały pies, wart jedną owcę, a przed wilkiem duży pies, wart jedną krowę.

I to tyle zasad w tej rodzinnej grze dla 2-6 osób, a zabawa przednia, nawet dla dorosłych ;-) Rzucanie kostkami jest bardzo emocjonujące, a do tego trzeba podejmować różne decyzje – dokonać wymiany czy dobrać psa i chronić zwierzątka? Wziąć świnki czy może już czas na krówkę? Mniejszym dzieciom w liczeniu mogą pomagać rodzice, ale to dobry czas na naukę. A kto pierwszy zdobędzie do swojej hodowli zwierzątko każdego typu, ten wygrywa grę.

Marcina 3 słowa o inwentarzu :D

Gra polskiego autora w oryginale zwana „Hodowla zwierzątek” stworzona, jak Aga wspomniała, w czasie 2 wojny okazuje się całkiem dobrze przemyślaną i nadal interesującą pozycją. Oczywiście na przestrzeni lat doczekaliśmy się nowych wersji z figurkami czy planszami naszej farmy, ale nawet pierwsza edycja umili nam czas. Gra przeznaczona jest dla rodzin z dziećmi, które właśnie zaczynają naukę dodawania i dzielenia, ale dorośli też będą się dobrze bawić bo to prosta i dynamiczna gra :D Prezentowana wersja jest jedną ze starszych więc mały minusik za wygląd zwierzątek na kostkach, ale to jest wyeliminowane w nowszych edycjach :D

(O)cena: 4+ / 30-60 zł w zależności od wersji

czwartek, 30 marca 2017

Tabu

Okazuje się, że nie wszyscy jeszcze znają bardzo popularną grę imprezową Tabu, dlatego dzisiaj kilka słów o tej prostej właściwie zabawie, ale  jednak z planszą na stole.

W Tabu gramy zespołowo, a im więcej osób tym weselej, (minimum 4). Jedna osoba z drużyny dobiera karty z hasłami i opowiada o nich, a reszta drużyny odgaduje. Brzmi prosto? Ale wcale takie nie jest :-D Po pierwsze nad drużyną czuwa ktoś z przeciwników i pilnuje, abyśmy w podpowiedziach nie używali zakazanych słów, (są one wypisane na karcie). Grozi za to kara w postaci okropnego dźwięku dołączonej do gry piszczałki. Po drugie nie możemy gestykulować. A po trzecie i najważniejsze, mamy tylko minutę w swojej turze, a to baaardzo mało czasu, szczególnie, że przy takiej presji ciągle brakuje nam słów albo w ogóle nie wiemy, jak opisać dane hasło.

Do gry dołączona jest też plansza, na której odliczamy liczbę odgadniętych haseł. Zatrzymując się na pewnych polach mamy dodatkowe atrakcje. Może to być nagroda w postaci podwojenia czasu w danej turze lub też utrudnienie poprzez okrojenie zespołu do tylko jednej osoby odgadującej hasła. Natomiast na ostatnich siedmiu polach trzeba w swojej rundzie uzyskać minimum 3 punkty, aby ruszyć z miejsca.

Tabu to świetny wybór dla osób, które lubią spotkania towarzyskie w większym gronie i zabawy w kalambury, czy inne zgadywanki. Jest przy nim dużo śmiechu, zdarzają się i nerwy, a emocje powodowane upływającym w okamgnieniu czasem gwarantowane. I nie musicie się martwić, że gra się szybko ogra, ponieważ mamy tam ponad 1000 haseł.

3 hasła od Marcina:

Tabu, czyli klasyk na spotkania wśród przyjaciół i znajomych, pozwoli Wam szybko przełamać lody i ciszę na imprezie ;-) Mamy tu dużo emocji, a zasady możemy dostosować do poziomu grających, co umożliwi nam grę nawet z dziećmi. Wykonanie samej planszy jest ok, natomiast można mieć drobną uwagę do kolorów haseł na kartach żółtych - mogą być mało widoczne przy złym oświetleniu. Polecamy na start i imprezę oraz z dostosowaniem zasad nawet dla całej rodziny wliczając dzieci i dziadków :D

(O)cena: 4+ / 90 zł

środa, 8 marca 2017

Zamki szalonego króla Ludwika

A oto przed Wami najpiękniejsze zamki świata, z których jeden jest pierwowzorem słynnego logo filmów Disneya. Zbuduj swoją warownię i przegoń w pomysłowości samego króla Bawarii w strategicznej grze Zamki szalonego króla Ludwika.

Zamki... to gra dla 1-4 graczy i dobrze działa zarówno na dwóch jak i trzech czy czterech budowniczych. W wersji „samodzielnej” możecie sprawdzić swój poziom umiejętności twórczych zależny od uzbieranych punktów – od poziomu błazna, przez księcia, aż do samego króla zamku ;-)

Przygotowanie gry zajmuje ok. 5-10 minut, dlatego warto mieć dużo woreczków i segregować komnaty po zakończeniu partii, wtedy łatwiej Wam pójdzie rozkładanie elementów do kolejnej rozgrywki. Dodatkowo odpowiednio złożony zamek „główny”, (połączone plansze kontraktów, komnat, korytarzy i punktacji), mimo że czarujący, zajmuje sporo miejsca, dlatego my wieżę odliczającą punkty zwycięstwa odkładamy jednak gdzieś „obok”.

Po przygotowaniu gry możemy przejść do meritum ;-) Na początku odkrywamy karty z talii komnat – ich liczba zależna jest od liczby graczy. Następnie dobieramy kafle komnat, które są przedstawione na kartach. Teraz pierwszy gracz, wg własnego uznania, decyduje w jakiej cenie można będzie kupić dane komnaty w tej rundzie. W tym celu układa kafle przeróżnych pokoi i lochów pod planszą kontraktów, która wyznacza ceny od 1000 do 15000 monet. Co jest ważne – pierwszy gracz będzie dokonywał zakupu jako ostatni. Dlatego musi dobrze się zastanowić, jak wycenić komnaty, aby ostatecznie kupić swoją upatrzoną za niewygórowaną cenę, ale też nie dać jej podkupić innym graczom. Dodatkowo nasza strategia powinna też uwzględnić jakie komnaty mogą potrzebować nasi przeciwnicy i te wycenić najdrożej.

W swojej turze gracze mogą dokonać zakupu komnaty i natychmiast dołączyć ją do swojego zamku lub też spasować i pobrać z banku 5000 monet. Odpowiednie zarządzanie funduszami jest w tej grze bardzo istotne, szczególnie, że zaczynamy rozgrywkę mając tylko 15000 monet. Jeden pochopny zakup i możemy stracić całą gotówkę.

W grze występują komnaty o 10 kształtach i 8 funkcjach oraz tzw. łączniki: schody, dzięki którym możemy budować pod ziemią i korytarze, które pozwalają na ciekawszy rozkład naszej budowy. Do każdej komnaty prowadzi co najmniej jedno wejście. Aby ukończyć komnatę, na czym nam bardzo zależy, ponieważ za to są przyznawane punkty zwycięstwa oraz specjalne nagrody, należy każde jej wejście połączyć z wejściem do innej sali. Np. za ukończenie komnaty rozrywkowej dostajemy dodatkowych 5 punktów, za ukończenie ogrodów 10000 monet, a za jadalnię dodatkową turę.

Punkty zwycięstwa otrzymujemy nie tylko za zamykanie komnat. Znaczenie ma też ich sąsiedztwo, np. za komnatę rozrywkową przy sypialnej mogą być nawet punkty ujemne. Nie wolno przecież przeszkadzać królowi, gdy ten oddaje się drzemce. Poza tym mamy jeszcze ogólne cele gry. Jest ich aż 24 a dobieramy je tylko 3 lub 4 losowo w każdej rozgrywce, więc właściwie każda gra będzie inna od poprzedniej. Celem może być np. jak największa liczba komnat mieszkalnych, jak największa liczba komnat kwadratowych lub też największe bogactwo w postaci monet. I to nie koniec zbierania punktów. Mamy bowiem jeszcze w grze karty bonusowe. Każdy z graczy dostaje je losowo trzy na początku rozgrywki. Na kartach jest krótki opis za co dostaniemy na koniec rozgrywki dodatkowe punkty. Dlatego warto trzymać je w ukryciu, żeby ktoś nie rozszyfrował naszego zapotrzebowania na komnaty.

Gra toczy się dopóki nie wyczerpiemy talii kart komnat. Po rozegraniu ostatniej rundy zliczamy punkty z celów i bonusów i dodajemy je do tych zebranych w trakcie rozgrywki. Kto został mistrzem budowy?

Zamki szalonego króla Ludwika to dla mnie bardzo dobra rozrywka. Mamy tu element licytacji, zarządzanie funduszami, realizację konkretnych celów – wspólnych i tych z kart bonusowych, a potem co najprzyjemniejsze – budowę naszego zamku, kombinowanie jak dołożyć komnatę, żeby uzyskać jak największe korzyści. Gra za każdym razem jest zupełnie inna od poprzedniej i łatwo zachęcić do niej nawet średnio zaawansowanych graczy. Przede wszystkim dlatego, że jest pięknie wykonana, ale też dlatego, że dosyć proste zasady gry da się wytłumaczyć w rozsądnym czasie. Polecam Zamki szalonego króla Ludwika jako dobrą strategiczną grę rodzinną.

Obwieszczenie Króla stanowi:

Polowałem na tę grę dłuższą chwilę, ale zawsze zdarzał się jakiś ważniejszy zakup. Jednak los pozwolił mi za pomocą forum wymienić się na ten tytuł i mogę tylko potwierdzić, że to bardzo udana zamiana. Gra jest świetnie ilustrowana, mamy grube tekturowe elementy i fikuśne kształty komnat oraz kilka plansz przydatnych przy rozkładaniu gry. Wprowadzenie nowych graczy, jak wspomniała Aga, jest łatwe, bo nie ma tu wielkiej ilości zasad i dlatego możemy polecić tę pozycję. Uważam, że w grze dobrze jest zachowany balans między mechanikami i nawet nielubiana przeze mnie licytacja nie przeszkadza tu, bo ma specyficzną formę bez interakcji. Dzięki takiemu zabiegowi mamy rozsądne granie nawet we 2 graczy :-) Polecam ten tytuł gorąco, bo naprawdę warto go mieć :D

(O)cena: 5 / 110 zł

czwartek, 2 marca 2017

Qwirkle

Kształty plus kolory i wyszła niebanalna gra dla wszystkich, tych młodych i tych starszych, początkujących i zaawansowanych, pań i panów... Po prostu każdy lubi Qwirkle.

W Qwirkle mamy 108 kafli w sześciu kolorach i sześciu kształtach. Klocek każdego typu występuje w grze 3 razy. Jest to o tyle ważne, że jeśli czekamy na żółte kółko, a na planszy już leżą 3 żółte kółka, to możemy być pewni, że się nie doczekamy ;)

W swoim ruchu gracz dokłada kafle do leżących już na planszy. Położyć może od 1 do 6 klocków. Zasada jest taka, że wykładane kafle muszą być jednego typu – kształtu lub koloru, trzeba je dołożyć w jednym rzędzie i tak, aby dany kształt lub kolor się w tym rzędzie nie powtarzał – w zależności od tego, co jest już wyłożone. Najprościej spojrzeć na zdjęcie ;-) i wszystko się od razu wyjaśni. Po wykonaniu ruchu dobieramy z woreczka kafle tak, aby mieć ich ponownie 6. W przypadku, gdy nie mamy korzystnego układu płytek w swojej ręce, możemy zamiast ruchu podmienić klocki na nowe z woreczka.

W grze największe znaczenie ma losowość i szczęście w dobieraniu kafli z woreczka. Ale nawet z wydawałoby się słabymi płytkami możemy wykombinować wysoko punktowane układy, trzeba tylko uważnie patrzeć na cały czas zmieniającą się planszę. A co do punktacji, to oprócz standardowych punktów za dokładane klocki, dostajemy jeszcze bonusy za Qwirkle, czyli 6 różnych klocków w rzędzie.

Qwirkle to gra dla 2-4 graczy i działa bardzo dobrze w każdej konfiguracji. Martwić mogą przestoje w grze, ale nawet jeśli ktoś jest zbyt dużym myślicielem, to wystarczy go trochę pogonić ;-) i gra się nie dłuży, a wręcz przeciwnie – każdy w napięciu czeka, czy przeciwnik nie zajmie mu upatrzonego na ruch miejsca. Bardzo prosta, szybka, rodzinna gra, która uczy myślenia i spostrzegawczości. A po jednej partii chce się jeszcze. Polecam gorąco.

3 słowa o tych klockach od Marcina:

Prezentowana dziś logiczna gra jest oparta na mechanice losowego dobierania klocków, kafelków i ich odpowiedniego dołożenia do już istniejących na planszy, oczywiście dużo osób pewnie pomyślało teraz o legendarnym tytule z literkami :P Owszem mamy tu podobną mechanikę dobierania i układanie według pewnych reguł, ale w tej grze moim zdaniem próg wejścia jest niższy i młodsi gracze nie są na straconej pozycji względem starszych. Tu liczy się pomysł oraz spostrzegawczość, oczywiście można sobie planować i czekać, aż nam się klocki dolosują, ale może nas to kosztować zbyt dużo czasu i nie uda nam się tego celu osiągnąć nim klocki się wyczerpią. Przewagą nad scrabblami jest też lepszy balans punktowy - jeżeli ktoś ułoży qwirkla, to premia za to nie jest tak duża i spokojnie zwykłym ruchem można ją zniwelować. Polecam całym rodzinom, bo gra przypadnie do gustu wszystkim od dzieci po dziadków :-) Dodam tylko, że mamy wersje karciane, kafelkowe oraz wydanie z kostkami, wszystkie są fajne i znacząco się od siebie różnią.

(O)cena: 5 / 80 zł (kafelkowe)

środa, 22 lutego 2017

List miłosny i Munchkin Lista skarbów

Dedukcja i ryzyko okraszone szczyptą szczęścia, to recepta na wygraną w proponowanych dzisiaj Munchkin Lista Skarbów oraz List Miłosny.

Opisuję dzisiaj te dwie gry w jednej recenzji, ponieważ poza szatą graficzną oraz fabułą nic ich nie różni. Do mnie bardziej przemawiają księżniczki i przemycanie listów miłosnych, ale panów na pewno bardziej zachęcą smoki i walka o skarby ;-) Dlatego dwie wersje tej samej gry są bardzo fajnym pomysłem, bo trafiają do różnego odbiorcy.

W grze mamy 16 kart podzielonych na 8 typów o sile od 1 do 8. Występują one w talii w różnej liczbie. Najwięcej jest jedynek, bo aż 5, ale już karty o najwyższej wartości 6, 7 i 8 są pojedyncze. Gracze, od 2 do 4, mają w ręce po jednej karcie. W swojej turze dociągają kolejną, a następnie jedną muszą zagrać. Wtedy rozpatrywany jest efekt zagranej karty. I tak np. kartą nr 1 – Rośliną Doniczkową w Liście Skarbów i Strażniczką w Listach Miłosnych – zgadujemy rękę innego gracza. Kartą nr 2, czyli Młotomyszą z Marsa i Kapłanem, oglądamy rękę innego gracza. Natomiast najwyższa karta, Księżniczka i Kupa Skarbów, powodują, że odpadniemy z gry, jeśli zostaniemy zmuszeni do ich odrzucenia. Wygrywa osoba, która pozostanie jako ostatnia w grze. Jeśli jednak wcześniej skończą się karty do dociągnięcia, wtedy wygrywa ten, kto ma w ręku najwyższą kartę. Jak więc widzicie wysokie karty zapewniają zwycięstwo, ale łatwo z nimi odpaść z gry w trakcie rozgrywki.

Gra działa bardzo fajnie na 4 graczy. Wtedy dużo się dzieje, każdy jest na celowniku, a ochronić nas może tylko Pierścień Ochrony w jednej i Pokojówka w drugiej z gier. Przy zgadywankach, po części wyliczonych, bo przecież widzimy jakie karty już zostały zagrane, jest mnóstwo śmiechu i nerwów. No i to podejmowanie decyzji – kogo tym razem „wykolegować”? :-D Jest to jedna wielka interakcja. Przy dwóch graczach rozdanie potrafi skończyć się przy rozpatrywaniu efektu pierwszej karty, gdy przez łut szczęścia zgadniemy, co przeciwnik ma na ręce – to trochę słabe jeśli mówimy o balansie gry.

Jeszcze kilka słów o kartach. W Listach Miłosnych są one przepięknie ilustrowane, postaci są dostojne i bogato zdobione, jak na książęcy dwór przystało. W Liście skarbów natomiast mamy wesołe rysunki, takie „z jajem” ;-) np. altankę z oczami czy kolorową mysz z młotem obcinającym komuś rękę... Karty pomocy są bardzo przejrzyste. To ważne, bo w początkowych rozdaniach są one niezbędne i mocno ułatwiają wyliczenia. Tu jedna uwaga, może minus, że karty pomocy z Listu Miłosnego mają rewers taki sam jak pozostałe katy i czasem posądzaliśmy kogoś o oszustwo przetrzymywania większej liczby kart w ręce niż dozwolona jedna. W Liście Skarbów na karcie pomocy z jednej strony jest opis kart, a z drugiej opis przebiegu tury. To o wiele lepsze rozwiązanie.

Czy zdecydujesz się na grę Munchkin Lista Skarbów czy na List Miłosny będziesz zadowolony. Jest to tylko 16 kart, które możesz wszędzie ze sobą zabrać. (Cytując kolegę „Lista Skarbów do kieszeni i do baru”). Zasady są proste, więc z każdym zagrasz po 2 minutach omawiania reguł. I na dodatek będziesz się przy tym świetnie bawił. Cena też przyjemna, więc można kupić obie wersje i grać w nie na zmianę w zależności od humoru ;-)

3 skarby Marcina:

Klasyk szybkich i prostych gier dla wszystkich. Mamy tu identyczną mechanikę, ale karty przekazują zupełnie inny klimat i dlatego każdy może wybrać coś dla siebie :D Karty są dość delikatne, ale przy tej cenie nie mamy na co narzekać. Sama rozgrywka jest prosta i przyjemna dlatego można ten tytuł zabrać ze sobą na uczelnię czy do pracy na szybkie oderwanie myśli od obecnych zadań. Niestety drobny minus należy się za słaby wariant 2-osobowy, bo zdarzały nam się rozdania kończące się w 10 sek. Tę dolegliwość autorzy starali się zbalansować ilością wygranych potrzebnych do wygrania całej gry. Polecamy samemu spróbować i się przekonać ile ta prosta gra daje fanu :D

(O)cena: 4 / 11 – 15 zł

piątek, 27 stycznia 2017

Wiewióry

Sympatyczne wiewiórki Marysia, Madzia, Jaś i Remek walczą o orzeszki ukryte w lesie. Pomożesz im odgadnąć, gdzie ukryło się jedzonko?

Gra Wiewióry to 9 dwustronnych kafli lasu, przedstawiających wybrany kształt: grzyba, liścia lub kamienia w jednym z trzech kolorów: żółtym, niebieskim lub czerwonym. Kafle układamy w kwadrat 3x3, a wokół tego kwadratu rozkładamy 12 kafli z ukrytymi pod liśćmi orzeszkami. To całe przygotowanie rozgrywki :-)

Następnie każdy gracz w swojej kolejce podejmuje próbę zdobycia orzechów. W wybranym przez siebie rzędzie lub kolumnie ustawiamy swojego Wiewióra odpowiednią stroną kafla, ponieważ w tym momencie decydujemy czy chcemy odgadywać kształty czy kolory. No i startujemy. Naszym zadaniem jest powiedzieć jakie kształty lub kolory kryją się na spodzie trzech kolejnych kafli. Jeśli popełnimy błąd, wtedy rozpoczyna się tura drugiego gracza. Jeśli któryś z graczy poda poprawne rozwiązanie, wtedy zdobywa orzeszki leżące przed nim, przesuwa swojego wiewióra w prawo lub lewo, a pozostali gracze muszą obrócić swoje Wiewióry :-D To jest bardzo niemiła niespodzianka, bo do tej pory zapamiętywaliśmy np. kolory, a od kolejnej rundy musimy już odgadywać kształty.

Rozgrywka kończy się, gdy któryś z graczy uzbiera 5 orzechów, (może się okazać, że wystarczą do tego np. 3 kafle, ponieważ nigdy nie wiemy ile jedzonka ukryło się pod liśćmi). Występują też inne warianty zakończenia gry, możemy np. bawić się aż do wyczerpania wszystkich kafli orzeszków.

Gra jest przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku 6+. Wiewióry to taka trudniejsza wersja gier na zapamiętywanie z serii „memory”. Tutaj dochodzi zapamiętywanie kolejności i trzeba rozróżniać kształty i kolory, zatem mamy dużo więcej kombinacji. Jeśli chcecie grać z młodszymi dziećmi, wystarczy na początku grać tylko na odgadywanie np. kolorów i też będziecie się świetnie bawić. Z Wiewiórami ćwiczycie pamięć i cierpliwość, a każda rozgrywka jest zupełnie inna, dlatego polecam tę grę wszystkim dzieciom i ich rodzicom, bo uwierzcie mi, dorośli też się z Wiewiórami nie będą nudzić.

Marcina 3 zdania o orzechach:

Gra przeznaczona dla maluchów i rodziców, która uczy zapamiętywania kształtów i kolorów może zająć nasze pociechy na długie wieczory. Mamy pięknie wykonane grafiki na twardych tekturowych kartonach przez co gra posłuży na dłuższy czas. Jeżeli natomiast myślicie, że jest to kolejna ze znanych Wam gier memory, to jesteście w błędzie. Mechanika jest owszem taka sama, trzeba coś zapamiętać i potem prawidłowo podać gdzie co jest, ale tu każdy ruch przeciwnika może zmienić nam układ planszy. Powiem tak, graliśmy w tę pozycję z samymi dorosłymi osobami i też była kupa śmiechu i poważne problemy z zapamiętywaniem co, gdzie i kto nam zamienił. Gra jest dla dorosłych równie trudna jak dla dzieci, o ile nie nawet trudniejsza ;)

(O)cena: 5 / 30 zł

czwartek, 5 stycznia 2017

Carcassonne South Seas

Żadnemu graczowi klasyki gier w postaci Carcassonne przedstawiać nie trzeba, ale jednak najnowsze samodzielne wydania chcielibyśmy Wam przybliżyć. W związku z tym dzisiaj opiszemy Carcassonne South Seas. Wariant South Seas w polskim wydaniu nie występuje, ale każdy, kto zna zasady Carcassonne, może bez problemu zasiąść do grania po przeczytaniu dodatkowych zasad tej konkretnie gry w angielskiej instrukcji. A dzięki temu, że gra jest w innych wersjach językowych można ją zakupić w bardzo promocyjnych cenach :-)

South Seas polega na budowaniu na oceanie wysp połączonych mostami, poprzez losowanie i dokładanie do wspólnej mapy kwadratowych kafli. Na wyspach rosną banany, na mostach zbieramy muszelki, a oprócz tego możemy łowić ryby lub stawiać markety, które działają jak katedra w podstawowej wersji Carcassonne. Banany, muszelki i ryby są potrzebne do kupowania statków, które na koniec gry punktują. Statki mają wartość od 2 do 6 punktów, a ich koszt to różne kombinacje wspomnianych surowców. Dodatkowo za zabudowanie kafla z marketem dostaje się jeden z wybranych z trzech wyłożonych statków.

Ta wersja Carcassonne to wg mnie najładniejsze z dotychczasowych wydań. Drewniane komponenty w postaci bananów, muszelek i rybek dodają grze bardzo dużo uroku. Jest to prawdziwie rodzinna wersja. Zasady są prostsze niż w podstawowym Carcassonne, ponieważ punktuje się na bieżąco i nie trzeba wielkiego planowania, żeby kupować statki, bo w każdym ruchu właściwie można postarać się o nowe surowce. Oczywiście trochę szczęścia w losowaniu kafli zawsze się przyda ;-)

3 zdania o klasyku:

Aga już wspomniała, że nie trzeba tej gry przedstawiać, bo jej niezliczone dodatki i ilość języków na jakie ją przetłumaczono przeszły do historii. Mamy tu jedną z ostatnio modnych wariacji tematycznych tej gry czyli South Seas. Zmiany w zasadach są kosmetyczne, a gra jest bardzo ładnie ilustrowana i wydana. Należy dodać, że dodatki od normalnego Carcassone nie będą pasowały do tych nowych edycji. Zdecydowanie ta wersja bardziej nam się podoba niż Gorączka złota czy Gwiezdne Wojny, ostatnio bardzo popularne ;) Polecamy dla rodzin z dziećmi oraz bardzo początkujących graczy.

(O)cena: 5 / w zależności od wersji językowej 80-120 zł